TABLICA OGŁOSZEŃ

Marzec, rok 1998.
Wciąż brak wieści o tym, co dzieje się z Harrym Potterem. Słuchacze Potterwarty usłyszeli również o tym, że Voldemort pojawia się w różnych miejscach kraju. Nikt niestety nie wie, po co, a niepewność co do domniemanych działań Tego, Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać tylko pogłębia nieufność panującą wokół.

Zmiany w systemie rekrutacji!
Chętnych autorów prosimy o ponowne zapoznanie się z szóstym punktem regulaminu.

Shoutbox został usunięty z bloga z przyczyn oczywistych.

poniedziałek, 24 lutego 2014

Kim jest Melanie?

Melanie Wells

Rok nauki: VI
Dom: Gryffindor
Różdżka: 13 cali, buk, włókno ze smoczego serca, elegancka
Bogin: trup jednego z członków jej rodziny

Rodzina jest ważna! Wychowała się w przeciętnej rodzinie. Jej matka pracuje w Ministerstwie Magii, na nic nieznaczącym stanowisku w Urzędzie Niewłaściwego Użycia Czarów, a ojciec jest mechanikiem samochodowym. Ma dwóch braci – Marka i Johna, którzy są na III i I roku w Gryffindorze, oraz dziesięcioletnią siostrę Mary, charłaczkę. Dalsza rodzina odsunęła się od nich, gdy matka poślubiła mugola, co było obrazą dla rodu słynącego z czystej krwi. Melanie traktuje rodzinę jako najważniejszą sprawę na świecie, jako najstarsza z rodzeństwa jest opiekunką i wsparciem. Często przyznaje, że mogłaby nie mieć przyjaciół – wystarczą jej bliscy. Gdy na początku swojej nauki nie potrafiła się odnaleźć w Hogwarcie, wysyłała codziennie do matki listy – teraz w chwilach smutku sięga do nich i czyta je. Mimo iż zaaklimatyzowała się w szkole, to i tak uwielbia wracać na wakacje do domu.
Melanie i Hogwart: Jest uczennicą VI roku w Gryffindorze, a także gra w Quiddicha na pozycji ścigającej. Jej ulubionym przedmiotem jest zielarstwo; kiedyś lubiła również mugoloznawstwo, lecz od kiedy naucza go Alecto Carrow, lekcja ta stała się dla niej męczarnią. Przeraża ją reżim, który zapanował w Hogwarcie po przejęciu władzy przez Snape'a. Pomaga Gwardii Dumbledore'a, lecz nie bierze czynnego udziału w jej planach, ponieważ boi się o swoich braci. 
Jak wygląda? Urodę odziedziczyła po matce – są jak kropla w kroplę. Jest wysoka, ale drobna, przez co pani Pomfrey przy każdym spotkaniu powtarza jej, że powinna przytyć. Bardzo przytyć. Ma rudobrązowe włosy, które zawsze związuje w kucyk rozciągniętą frotką, i niebieskie oczy. I piegi, których nienawidzi z całego serca. I duże stopy. Jej znakiem szczególnym jest znamię na szyi – ciemna plamka wielkości kciuka, umieszczona na wysokości grdyki. 
A charakterek? Czuje się mdła na tle swoich dwóch braci i siostry – jednego artysty, którego pokój składa się z na wpół stworzonych rzeźb i obrazków (tak, Mark ma zdolności plastyczne, ale nikt nie wie, po kim), drugiego ekstrawertyka i Mary – Mary jest rodzinną maskotką, którą każdy kocha. Melanie za to odznacza się opiekuńczością – i ma się wrażenie, że tylko tym. Nie potrafi postawić na swoim, nie krzyknie, bo nie wypada. Jest też niesamowicie nieśmiała w relacjach damsko-męskich – chyba że jej rozmówca ma trzynaście lat. W szkole trzyma się na uboczu, ma koleżanki z roku, lecz nie są to osoby od serca, którym zwierza się z każdego problemu. Woli chować swoje problemy w sobie lub mówić o nich matce. Za to uwielbia zwierzęta. Ma kota imieniem Rob, którego znalazła na ulicy, gdy był mały. Uznaje go za bardziej inteligentnego od większości ludzi, więc zabiera go ze sobą wszędzie – i korzystając w faktu, że jest niewielki mimo swoich trzech lat, trzyma go na ramieniu.
Jakieś marzenie? Marzy o tym, by jej siostra Mary była szczęśliwa i potrafiła odnaleźć się w życiu, ponieważ na razie ubolewa ona nad tym, że nie posiada żadnych magicznych zdolności.
A może jakaś tajemnica? Wstydzi się, że pomimo wielu prób nie wyczarowała nigdy cielesnego patronusa.
Czego się boi? Boi się śmierci swoich bliskich. Dlatego jej bogin zmienia się w bliską jej osobę, która nie żyje.

Mimo wszystko Melanie musi przyznać, że jej życie nie jest złe. Ma rodzinę, dobrze się uczy, nie załamuje i wierzy, że Harry Potter przezwycięży Voldemorta i wszyscy dobrzy ludzie będą wolni.
Bo wiara jest najważniejsza, prawda?


~*~
Zupełnie zapomniałam napisać coś od siebie. Dzień dobry.
Lubię wątki, lubię rozmawiać z ludźmi, lubię pisać wspólne historie.

28 komentarzy:

  1. [Cześć! Ja się na razie przywitam, a za pół godziny dodam swoją kartę ^^]

    OdpowiedzUsuń
  2. [A cześć, cześć. ^^ Przepraszam, że uprzedziłam i dodałam wcześniej notkę, ale nie byłam pewna, czy masz swoją gotową, czy nie. :)]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [Spoko, ja się nie gniewam :). za 15 minut moja zawiśnie, to co powiesz na jakiś wąciszek? Na podglądzie już sobie możesz poczytać moją, jeśli masz ochotę.]

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    3. [To dobrze. :) Wątek zawsze spoko! :3 Czytałam o twojej bohaterce. Jakiś pomysł? Moja Melanie ma duszę opiekuna, a twoja Alice nie czuje się pewnie w Hogwacie, może na tym się skupimy?]

      Usuń
    4. [Alice jest nowa ^^. Mogą się poznać na przykład, kiedy dojdzie do jakiegoś incydentu na mugoloznawstwie i Alice np. dostanie w twarz i wybiegnie na korytarz, załamana. Bo ona nie ogarnia tego wszystkiego, cała wojna to dla niej jakaś abstrakcja. Ona też bardzo tęskni za NY, marzy o tym, żeby tam wrócić, niepokoi się o swoją matkę, która od miesięcy nie utrzymuje z nią kontaktu (Alice nie wie o tym, co robi matka, ale niektórzy w Hogwarcie mogą wiedzieć i jej za to nie lubić). Ale pewnie nie pogniewałaby się o jakąś życzliwą duszę, choć uprzedzam, że na początku może być opryskliwa ^^.]

      Usuń
    5. [Melanie z chęcią jej pomoże i wesprze. ^^ to mogą się spotkać na korytarzu, gdy Alice będzie załamana, bo ktoś potraktował ją nie fair ze względu na matkę. Melanie ma dwóch braci, tyle razy byli wobec niej opryskliwi, że przeżyje i Alice :3]

      Usuń
    6. [Okej ^^. Choć to z mugoloznawstwem w sumie było lepsze, ale jak chcesz. Dobra, to kto zaczyna? xD]

      Usuń
    7. [W sumie może być tak, jak ty chcesz. Więc - zaczynaj! :)]

      Usuń
  3. [Jezus Maria Peszek. :D
    Piękne zdjęcie! Jak masz chęci na wątek to ja też, tyle że dobrymi pomysłami nie grzeszę, bo krzywdy jej robić nie chcę, a do głowy przyszedł mi do głowy tylko mecz. :<]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. matma pierze mi mózg, zignoruj to drugie "do głowy" :D

      Usuń
  4. [Jest okej ^^]

    Jeszcze w Salem Nauki Mugolskie były ulubionym przedmiotem Alice. Dziewczyna uwielbiała mugoli i ich świat. Wręcz bardziej się z nimi utożsamiała niż z Hogwartem. Jakby na to nie patrzeć, wychowała się w Nowym Jorku, a uczyła w szkole cieszącej się reputacją najbardziej promugolskiej szkoły magii na świecie.
    W Hogwarcie jednak było inaczej. W tej konserwatywnej szkole sympatia do mugoli uchodziła za coś złego. Na mugoloznawstwie, zamiast pokazać zalety mugoli i ich trybu życia, przedstawiano ich jako największe zło świata. Alice nie potrafiła się z tym zgodzić.
    Na dzisiejszej lekcji starała się nie rzucać w oczy. Nawet włosy zmieniła na ciemniejszy kolor. Ale ten babsztyl i tak zapytał ją, jak jej się żyło w tym mugolskim gnojowisku. Greene zgodnie z prawdą odpowiedziała, że bardzo dobrze. A już chwilę później leżała na ziemi, trzymając się za policzek. Starała się za wszelką cenę nie rozpłakać.
    Wstała jednak i wybiegła z klasy, słysząc jeszcze, że o siedemnastej ma się stawić na szlaban.
    Snuła się korytarzem z wzrokiem wbitym w ziemię, pozwalając, by włosy zakryły jej większość twarzy. Starała się ignorować mijających ją uczniów. Kilka razy potknęła się o przydługą szatę. Dopiero, gdy znalazła się wystarczająco daleko, usiadła pod ścianą i zwinęła się na ławce, oplatając kolana rękami.
    Nie wiedziała, ile tak siedzi, kiedy nagle usłyszała czyjś głos.
    Odruchowo podniosła głowę i zlustrowała nieznajomą spojrzeniem załzawionych oczu.
    - Nic takiego - powiedziała cicho.

    OdpowiedzUsuń
  5. Alice uniosła nieznacznie twarz, spoglądając na dziewczynę uważnie. Poprawiła jednak włosy, by przykryły zasiniony policzek.
    - To nic takiego - powtórzyła.
    Przez dłuższą chwilę milczała, wpatrując się w ścianę. Zdecydowała się spojrzeć na dziewczynę ponownie dopiero wtedy, gdy ta opowiedziała o swojej dzisiejszej lekcji mugoloznawstwa.
    - Ja też miałam z nią zajęcia - powiedziała wymijająco, nadal nerwowo przygładzając włosy. - Nienawidzę jej. Jak można tak nie lubić mugoli?
    Może mówienie na głos swoich myśli nie było rozsądne, ale Alice, jako nowa, nie do końca zdawała sobie sprawę z zagrożenia. Zresztą, i tak mogły mieć kłopoty. Naprawdę bała się tego szlabanu, w końcu słyszała już opowieści innych.

    OdpowiedzUsuń
  6. [I co mam teraz z tymi flakami zrobić? :<]

    Brenda

    OdpowiedzUsuń
  7. [Niee, raczej nie. :< Wątek tylko na boisku przychodzi mi na myśl, ech.]

    Brenda

    OdpowiedzUsuń
  8. - Lubię mugoli - powiedziała wymijająco Alice. I tak już jej to dzisiaj zwisało. Już oberwała w pysk, na szlabanie pewnie dostanie jej się znowu. Nie miała pojęcia, co jej tam każą robić. - Moi rodzice oboje są czarodziejami, ale tata był prawie mugolem. W ogóle nie czarował, nie przepadał za magią. Ale w Ameryce jest inaczej. Lepiej.
    Zamyśliła się na chwilę. Teraz, dla odmiany, bawiła się brzegami długich rękawów szaty. Wkurzały ją te archaiczne i bardzo niepraktyczne stroje.
    - Alice Greene - powiedziała po chwili. - Piąty rok. Ale i tak jestem nowa, nic dziwnego, że mnie nie znasz.
    Sama nie wiedziała, czemu zdecydowała się otworzyć i porozmawiać z tamtą. Przecież mogła wstać i sobie pójść. Na początku nawet ją to korciło, ale nagle stwierdziła, że od dawna nie rozmawiała z nikim tak normalnie. Zazwyczaj słyszała drwiny i wyzwiska. Pozostali za bardzo bali się podpaść, żeby z nią gadać.

    [Wgl bardzo lubię nazwisko Wells, wiesz? xD Miałam kilka razy postacie o tym nazwisku, nawet Alice też kiedyś je na jakimś blogu miała ;P]

    OdpowiedzUsuń
  9. [Już mi się taki wątek szykuje. :D Wiem! Allister nie znosi małych dzieci, więc mogłaby w złości kopnąć któregoś z braci Melanie, ewentualnie dogadać mu tak, że by się poskarżył siostrze. No i Melka przyjdzie do Brendy się wydzierać, że co ona sobie wyobraża, bla bla bla.]

    OdpowiedzUsuń
  10. [Ha, ale wątek zaczynasz ty. :D W momencie, kiedy jest już "po" gnębieniu, hehe.]

    Brenda

    OdpowiedzUsuń
  11. Alice rozmarzyła się. O tak, w Ameryce było dużo, dużo lepiej. Nie to co w zapyziałej, zacofanej Anglii. Tutejsi czarodzieje byli strasznie sztywni i nietolerancyjni, uparcie babrali się w swoich starych zwyczajach i chorych poglądach.
    - Tam nikt nie ocenia ludzi po statusie krwi. Czarodzieje żyją wśród mugoli i są nowocześni, choć, oczywiście, ukrywamy się z magicznością - rzekła. Uwielbiała mówić o NY. - Nawet w szkole przykładają dużą wagę do tego, byśmy posiadali jak najwięcej mugolskiej wiedzy. Wielu z nas kontynuuje potem naukę na mugolskich uczelniach, ja też zamierzam. Kiedyś, kiedy już opuszczę ten żałosny przybytek i wrócę do domu. Tak, Instytut bardzo się różni od Hogwartu. Całkowicie.
    Nie zamierzała kończyć Hogwartu. Gdy tylko będzie mogła, wróci do NY. To tam był jej dom, nie tutaj.
    Tak ją pochłonęło to rozpamiętywanie przyszłości, że nawet niemiła lekcja mugoloznawstwa i perspektywa wiszącego nad nią szlabanu chwilowo zeszły na dalszy plan. Nie chciała o tym myśleć, kiedy po raz pierwszy od dawna trafił się ktoś, kto wydawał się szczerze zainteresowany jej życiem w NY.

    OdpowiedzUsuń
  12. [Tyle że Brendzia ma tatę śmierciożercę, sama nie zamierza dziarać sobie Znaku. :D I mamy luty na blogu, więc jak wczoraj mógł przyjechaać?]

    Naprawdę miała gdzieś to, że jest najstarszym rocznikiem, że powinna wręczać nowym mini mapki z planem zamku albo, najlepiej, za rączkę prowadzić pod klasę. Miała inne sprawy na głowie niż zgraja kurdupli plączących się pod nogami na każdym kroku, których tylko strach przed rodzeństwem śmierciożerców powstrzymywał od wydzierania się i biegania po schodach. Allister nienawidziła dzieci i była pewna, że jeśli zajdzie w ciążę, to to będzie katastrofa.
    Nie jej wina, że dzieciak chodzić nie potrafi, tylko gapi się w sufit, zamiast przed siebie. Miał też pecha, bo trafił na nią akurat w dniu, kiedy wszystko ją wnerwiało i miała ochotę zadźgać połowę uczniów patykiem — ot, spała tylko cztery godziny z powodu koleżanki z dormitorium wyjącej w poduszkę. I żeby jeszcze powód był poważny, ale rozstanie z facetem? Ryb w morzu było mnóstwo, zresztą, i tak nie wiadomo, czy dożyje się kolejnego związku...
    Pod klasą transmutacji stała samotnie, bo nie chciała narażać znajomych na swój humor. Nie no, mistrzynią fochów nie była, ale przecież każdy miewa gorsze dni, a ona swoich kumpli naprawdę lubiła i nie zamierzała kłócić się z nimi o pierdoły. Słysząc, a później widząc, Wells, wywróciła oczami. Chciała tylko chwili spokoju, czy to tak wiele?
    — I tylko dlatego zawracasz mi głowę? — jęknęła zrezygnowana, opuszczając lekko ramiona. — Takim prawem, że skoro ty teoretycznie umiesz chodzić jak człowiek, to mogłabyś nauczyć swojego brata. Niezbyt mi odpowiadają takie zderzenia na linii głowa gnojka-moje cycki. — Wyjęła jedną rękę z kieszeni, aby przygładzić grzywkę. Serio, była niemal całkowicie pewna, że chłopiec zrobił to celowo. Wiadomo, ta dzisiejsza młodzież...

    OdpowiedzUsuń
  13. Oj, bez przesady, aż tak złą sławą Allister się nie cieszyła. Nie była gorsza od innych Ślizgonek, właściwie to na ich tle wypadała całkiem przyjaźnie, ale kto czasem nie ma ochoty komuś przywalić dla rozładowania nerwów? Inna sprawa, że Brenda taką potrzebę miewała częściej niż przewidywała ustawa...
    Zblazowanej panienki? Que?
    — Wiem, że nie ich wina, po prostu ten twój braciszek znalazł się w złym miejscu o złej porze. Na szczęście starsza siostra nie pozwalająca załatwiać własnych spraw zawsze jest na posterunku! — Zasalutowała, prawie stając na baczność. No dobra, może nie do końca prawda, że jedenastolatek umiałby poradzić sobie z siódmoklasistką, ale i tak dziewczyna widziała najmniejszego powodu, dla którego Wells tu stała i się pluła o nic. Było, minęło, jej brat był tylko jednym z wielu dzieciaków, na których Ślizgonka nawrzeszczy.
    Ach, jak dobrze, że nie doczekała się rodzeństwa... Nie musiała ani się nim martwić, ani o nie dbać, ani, co najważniejsze, nikt nie traktował jej jak niedorozwoja, którego trzeba we wszystkim wyręczać.

    OdpowiedzUsuń
  14. Alice nie miała pojęcia, jaki Hogwart był wcześniej. Poznała go dopiero takim, jakim był teraz. Czyli nieprzyjaznym i obcym. Choć była pewna, że nawet wcześniej nie mógłby być tak fajny jak Nowy Jork. Bo Wielkie Jabłko było jedyne w swoim rodzaju.
    - Serio było inaczej? Nie zawsze było tak, jak teraz? - spytała, odwracając się wreszcie w stronę dziewczyny.
    Westchnęła cicho. Nie chciała się przyzwyczajać do Anglii. I tak traktowała ją tylko jako stan przejściowy. Nie zamierzała zostawać tutaj na stałe, co to, to nie.
    - No wiem - powiedziała po chwili. - W sumie mogę iść na obiad. Nie chcę myśleć o tym głupim szlabanie.
    Westchnęła i zsunęła się z ławeczki. Poluzowała zapięcie szaty, tak, aby było widać koszulkę z napisem "Kocham Nowy Jork". Musiała jakoś sobie poprawić skopany humor. A zanosiło się, że dzisiejszy dzień będzie raczej beznadziejny. Musiała jakoś sobie go osłodzić. Chociaż chwilowo.
    Po obiedzie w sumie chętnie poszłaby na błonia. Nawet jeśli pogoda była niezbyt zachęcająca.

    OdpowiedzUsuń
  15. — Pamiętam doskonale, na pewno nie wbiegałam na ludzi bez powodu. — Ale z powodem już tak, dodała w myślach, przez co na jej ustach pojawił się głupi uśmieszek. Cóż, jako jedenastolatka Brenda należała raczej do tych, co robią to co inni, ale gdy się wkurzą, to tupią nogą i sobie idą. A na wrogów właśnie wlatywała z impetem, aby się przewracali...
    — I co, mam go może przeprosić? — Prychnęła, nie mogąc tego powstrzymać. Kajanie się przed jedenastolatkiem wydawało jej się tyle samo absurdalne, co upokarzające. Allister nikt przepraszać nie nauczył, sama też nigdy jakoś do tego nie dążyła i czuła się z tym dobrze.
    — Jutro rano nie będzie pamiętał, wierz mi, dzieci są głupie i mają pamięć złotej rybki. Zresztą, może od teraz będzie bardziej uważał i nie nakrzyczy na niego ktoś o wiele gorszy ode mnie. — Wzruszyła ramionami. Naprawdę jej to nie obchodziło, to jego płakanie. Dzieciaki płaczą, co za nowość...

    OdpowiedzUsuń
  16. [Hmm... Szkoda, że nie są w jednej klasie, można by je klasycznie do zadania razem przydzielić. :D
    Co powiesz na to, że GD znowu zaczyna wypisywać swoje hasła na murach szkoły i jakiś głupi Ślizgon doniósł, że widział Melanie w jednej z grup? A na przykład w tym samym czasie Brenda też ją widziała, w bibliotece chociażby, i wprawdzie niezbyt się lubią, ale Allister za nią poręczy.]

    OdpowiedzUsuń
  17. [Nie, w sumie to sama się dziwię, że tak wyszło, bo ona ogólnie jest taka... No.. Pałowata lekko. :D To kto zaczyna?]

    OdpowiedzUsuń
  18. [No dooobraaa.]

    Brenda, szczerze mówiąc, nie interesowała się działalnością Gwardii — ani ich nie pochwalała, ani nie potępiała. Nie widziała najmniejszego sensu w ich jednorazowych wybrykach, ale sądziła, że skoro jest im po tym lepiej... Cóż, każdy ma jakiś sposób. Pewnie też by tam dołączyła, gdyby nie była Ślizgonką i nie blokowała jej pewna "lojalność" względem Slytherinu.
    Miała w GD kilku znajomych, ale ze zdumieniem odkrywała, jak coraz rzadziej ich widuje na lekcjach. Sądziła, że większość z nich została po prostu zabrana do domu, bo co innego mieliby robić? W dormitoriach nie mogliby się wiecznie ukrywać, Carrowowie prędzej czy później by ich dopadli.
    Pewnego ranka, kiedy wszyscy jedli śniadanie w, ponurej teraz, Wielkiej Sali, nagle wpadła Alecto krzycząc coś niezrozumiale. Dopiero gdy wbiegła na podest nauczycielski i przytknęła różdżkę do gardła, można było ją zrozumieć:
    — Te cholerne bachory znowu piszą coś na ścianach! Osoby winne mają natychmiast się przyznać, to obejdzie się bez przykrych konsekwencji! — wycharczała, łypiąc na wszystkie stoły świńskimi oczkami.
    — No?! — warknęła po wyjątkowo długiej i pełnej napięcie chwili ciszy. Brenda ukradkiem zerkała na kolegów przy stole i odniosła wrażenie, że nawet oni boją się, że zostaną oskarżeni. Cóż, ona też nie była pewna.
    Otworzyła szerzej oczy, gdy dostrzegła, że jeden z szóstoklasistów z jej domu podnosi rękę.
    — Ja widziałem kogoś podejrzanego, pani profesor Carrow, wczoraj po kolacji — zaczął, udając przestraszonego, ale po jego minie widać było, że wcale tak nie jest.
    Uczniowie, zainteresowani, unieśli wzrok znad swoich talerzy i skierowali go na odważnego. Alecto również była zdumiona, najwyraźniej miała nadzieję na wymuszanie Cruciatusem.
    — Kogo?
    — Melanie Wells z Gryffindoru — rzucił bez namysłu. Brenda zmarszczyła brwi. Była pewna, że chłopak kłamie, bo po posiłku szła za Gryfonką do biblioteki. Nie śledziła jej, oczywiście, po prostu... Tak się złożyło.
    — Wells! Wstań natychmiast! — Alecto podciągnęła rękawy. — Co masz do powiedzenia?

    OdpowiedzUsuń
  19. Proszę do środy dać znać, że postać nadal funkcjonuje na blogu. W innym wypadku będziemy zmuszeni usunąć Melanie z linków, a po dwóch kolejnych dniach Ciebie z listy autorów.

    OdpowiedzUsuń

Archiwum bloga