TABLICA OGŁOSZEŃ

Marzec, rok 1998.
Wciąż brak wieści o tym, co dzieje się z Harrym Potterem. Słuchacze Potterwarty usłyszeli również o tym, że Voldemort pojawia się w różnych miejscach kraju. Nikt niestety nie wie, po co, a niepewność co do domniemanych działań Tego, Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać tylko pogłębia nieufność panującą wokół.

Zmiany w systemie rekrutacji!
Chętnych autorów prosimy o ponowne zapoznanie się z szóstym punktem regulaminu.

Shoutbox został usunięty z bloga z przyczyn oczywistych.

poniedziałek, 24 lutego 2014

≖‿≖

I'm glad I'm not invited
 To your pity party
 Yes, in fact, I'm delighted
 'Cause it's a heavy scene
Brenda Allister
VII klasa / Slytherin  / pałkarz / bogin - ciężarna panna młoda / patronus - strzęp mgły / różdżka - mahoń, 11 cali, włókno ogona testrala, sztywna

Kiedy malarz bierze płótno do rąk nigdy nie wie, czy wyobrażenia będą chociaż w minimalnym stopniu zgodne z efektem końcowym. W głowie często mamy dzieło sztuki, kolejny ewenement pokroju "Mony Lisy" czy "Krzyku", a ostatnie pociągnięcie pędzlem pozostawia po sobie niemiłe rozczarowanie, że tym co najwyżej możemy pochwalić się matce, która — kipiąca miłością do każdego przejawu twórczości swojego dziecka — wyrazi nieopisany wręcz zachwyt i wspomni o poprzednich pracach, kiedy ledwo trzymałeś kredki w ręku, a teraz jesteś taki dorosły, że malujesz obrazy lepsze od tych Dalego. Uśmiechniesz sie blado, nie chcąc sprawić jej przykrości, a nieudany obraz odstawisz do pokoju pełnego innych, nieskończonych bądź nieodpowiadającym twoim oczekiwaniom, dzieł.
Co myślał sobie autor, opierając na sztaludze zaczęty ledwie portret dziewczyny? Chyba chciał, aby wyglądała wyjątkowo, w końcu obrazy na obrazie, pergaminowa cera spowita w wiele pomniejszych dzieł sztuki, bo wkrótce nie wystarczało samo płótno, sama zapragnęła stać się podkładem dla malarstwa. I te oczy, niewyróżniające się niczym wśród miliardów innych par oczu, pełne zrezygnowania i pożałowania dla staczającego się otoczenia, które w sztuce widziało albo bohomazy ucieleśnionych dusz, albo milionowy interes do powieszenia na ścianie luksusowej posiadłości. Zanikały ideały, kiedy sztuka była tylko sztuką, kiedy miała wyrażać tylko uczucia, kiedy Schopenhauer krzyczał "Nie religia, nie miłość, ale ty, artysto!". 
Artysta uśmiecha się szerzej, biorąc do rąk tubkę z czarną farbą, kolor tak ponury, że aż wesoły w swojej mrocznej naturze, ale na dobrą sprawę nie wiedział, co ma z nim zrobić. Zamazać wszystko, zostawiając jedynie kontur jej sylwetki, tworząc mroczną zasłonę wokół zamyślonej twarzy? Przecież nie była kompletnie czarna, właściwie więcej w niej było koloru niźli ciemności, ale lubiła sprawiać wrażenie tej ze złej strony mocy, co przychodziło jej szczególnie łatwo dzięki temu, że jej ojciec obnosił się z Mrocznym Znakiem wypalonym na przedramieniu. Malarz odkłada czarną farbę twierdząc, że teraz się nie przyda. Patrzy chwilę na obraz, niedoskonały w każdym stopniu, od niewystarczająco wymownych oczu po sam wyraz twarzy, ale nie biegnie pokazać go mamie. Po raz pierwszy chce, aby był całkowicie jego. Nawet jeśli zniknie pomiędzy innymi nieudanymi płótnami, tego nie skomentuje jako "arcydzieło". Portret rzadko może takowym być, a ten nawet nie zakrawa się pod wspaniałość. 
 so I came down to wish you an unhappy birthday

Hogwart, Hogwart!
Dajcie wątki z krwią i flakami, Brendzia lubi.ʘ‿ʘ

28 komentarzy:

  1. [Jesteśmy takie kałaiii. (◕‿◕✿)
    Zaczynasz, jak już mówiłam.]

    OdpowiedzUsuń
  2. [Cześć. Miałabyś może ochotę na wątek. Najchętniej taki z krwią i flakami, tak ładnie proszę *,* xDDDD

    Alice]

    OdpowiedzUsuń
  3. [Bry! *przynosi kilo flaków* ^^]

    OdpowiedzUsuń
  4. [Hm... flaki takie modne w tym sezonie, może szaliczek? ^_^]

    OdpowiedzUsuń
  5. [Zasadniczo mi pasuje ^^. No i Voldek może chcieć Greene też z tego względu, że jest metamorfomagiem, może mu się ona przydać. I może Voldi każe ją do siebie sprowadzić? I wtedy będą jakieś flaki? O, może Voldi każe Brendzie coś zrobić Alice, bo ta na przykład by była knąbrna i opierała się? Albo ogólnie oni coś tam jej zrobią, czy coś? Naprawdę uwielbiam krwawe wątki.
    W ogóle jak by się zaczął wątek? Jeszcze w Hogwarcie jakoś, tak? xD]

    OdpowiedzUsuń
  6. [To nie wiem. Może jakiś wymyślny obraz? Taka... sztuka nowoczesna. ^^
    Możemy wypruwać sobie flaki na boisku Quiddicha. :> Nie wiem, Mel może dostać od Brendy tłuczkiem w głowę, czy coś...

    Mel-Mel]

    OdpowiedzUsuń
  7. [Okey :) Młodszy brat Mel, John, dopiero co zaczął Hogwart, jest biedny i malutki. I płaczliwy. I mówi o wszystkim siostrze, więc możesz go zgnębić, tylko nie za bardzo, żeby się młody nie zamknął w sobie. :3]

    Mel-Mel

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie daruje jej tego.
    Naprawdę.
    Nie.
    Daruje.
    Jak ona mogła? Znęcać się nad Johnem, który przecież wczoraj pierwszy raz przyjechał do Hogwartu?! Który gubi się jeszcze we własnym dormitorium?! Który ma ledwo metr czterdzieści?! Który przecież nic nie zrobił! Wpadł na nią, o nie! Przecież ją przeprosił i spytał, jak dojść do Wielkiej Sali. Przecież nic jej się nie stało, jest w ostatniej klasie, powinna być wsparciem dla pierwszaków, jest... jest w Slytherinie. Wszyscy wiedzieli w Gryffindorze, że jest z nią coś nie tak. Że jest jedną z popleczniczek Voldemorta. Że jest po prostu zła... Ale to przecież nie powód!
    Melanie nie lubiła agresji. Była bardzo anty jakiemukolwiek krzyczeniu czy biciu. Wolała porozmawiać. Ale dzisiaj nie dałaby rady. Nie w momencie, gdy jej brat przybiega do niej z płaczem i mówi, że chce wrócić do domu!
    Spostrzegła ją na korytarzu, gdy stała samotnie, czekając na jakąś lekcję. Znała ją dobrze, nie raz i nie dwa starły się podczas meczu Quiddicha. Musiała znosić momenty, gdy to Ślizgoni wygrywali mecz. I ten jej wzrok pełen zawiści, gdy to Gryfonom udało się wygrać.
    Ale dzisiaj jej nie daruje.
    - Ty, Allister. Chodź tu.
    Miała nadzieję, że głos jej nie drży.
    - Możesz mi powiedzieć, co ty wyczyniasz? Jakim prawem wyżywasz się na moim bracie?!
    Oj, była zła. Nawet zmrużone powieki dziewczyny i ten wzrok, którego zawsze się obawiała, stał się jej obojętny.

    [Proszę. :3]

    OdpowiedzUsuń
  9. [Heh. Okej ^^. Alice w sumie się nie będzie domyślać, bo to typowa amerykańska ignorantka, ona nawet nie bardzo wie, kto to jest Voldek. Ale Brenda ją może tam zaciągnąć do niego ^^. Nie pogniewałabym się. Lubię rozsmarowywać postacie po ścianach.]

    Jeszcze pół roku temu Alice nie przypuszczała, że mogłaby się znaleźć w takim miejscu jak Hogwart. To była dla niej zupełna abstrakcja, szczególnie, że bardzo dobrze jej się żyło w Nowym Jorku i nigdy nie myślała, że pewnego dnia sielanka dobiegnie końca.
    Z kłótni rodziców, jakie miały miejsce tego lata, niewiele pamiętała. W zasadzie tylko to, że ojciec wyniósł się do jakiejś mugolki, a matka, która od dłuższego czasu przejawiała dziwne zainteresowanie wydarzeniami w brytyjskim świecie magii, pewnego dnia oświadczyła, że udało jej się załatwić świstoklik i przytargała córkę ze sobą do Londynu. Dla Alice było to wtedy jak zły sen. Nie była jednak świadoma, co jest przyczyną dziwnych zachowań matki. Isabelle zawsze była oschła i szorstka, ale po pojawieniu się w Anglii stała się dużo gorsza.
    A potem trafiła do Hogwartu. Był to dla niej zupełnie nowy, obcy świat. Choć z początku najbardziej martwił ją brak cywilizacji i mugolskich udogodnień, szybko przekonała się, że to i tak nie jest najgorsze, co ją mogło tutaj spotkać.
    Jako osoba z innego kraju przez wiele osób była pogardzana, szczególnie, że na dokładkę pochodziła właśnie z Ameryki, a przecież brytyjscy i amerykańscy czarodzieje nie lubili się zbytnio, i wyznawali skrajnie różne poglądy. Atmosfera także była napięta. Ludzie zachowywali się dziwnie, wielu było wystraszonych. Szeptano coś o jakiejś wojnie. Alice nie do końca rozumiała, o co w tym chodzi. Do NY to nigdy nie dotarło. Co najwyżej pojedyncze strzępki informacji, i to bardzo fragmentaryczne i wyrwane z kontekstu. Głównie stereotypy. Matka także zawsze bardzo starannie ukrywała swoją przeszłość, więc Alice tak naprawdę nic o niej nie wiedziała. W Hogwarcie okazało się że to, co Isabelle ukazywała na codzień, było tylko maską.
    Była przygnębiona. Nawet na metamorfozy nie miała ochoty tak często jak dawniej. Snuła się po szkole przygnębiona, marząc tylko o tym, by opuścić tę szkołę i wrócić do NY. Szczególne przygnębienie dopadało ją po mugoloznawstwie, gdzie mugoli ukazywano jako najczystsze zło. Ona, jako osoba znana z promugolskich sympatii, nie miała łatwo na tych zajęciach.
    Szła właśnie korytarzem. Była już po lekcjach. Snuła się bez celu, zastanawiając się nad jakąś dobrą kryjówką. Nie miała jeszcze ochoty wracać do zatłoczonej wieży. Lepiej jej było na pustych korytarzach.

    OdpowiedzUsuń
  10. Daniel nie odczuł zbytnio zmian w quidditchu, bo nawet i bez tego starał się zabić wszystkich graczy z przeciwnej drużyny i każdy siniak czy upadek z miotły uszczęśliwiał go bardziej niż wymarzony prezent pod choinką. Czasem zdarzało mu się żałować, że nie urodził się w rodzinie śmierciożerców, bo może ktoś jego agresję by docenił, a tak to... cieszył się, że nikt nie wie o jego pochodzeniu, bo John za bardzo bał się wpierdolu, żeby rozgłaszać to na prawo i lewo.
    Nie był do końca pewny co się stało. Znajdował się wysoko w powietrzu, wiatr rozwiewał mu włosy jak w reklamie Schaumy, palce miał zaciśnięte na pałce i czekał, aż blisko niego znajdzie się tłuczek. I znalazł się. Katem oka zobaczył tylko tego ćwoka, który razem z Brendą był pałkarzem w Slytherinie, a potem silny ból z tyłu głowy odebrał mu wszelką świadomość, wiedział tylko, że leci w dół a potem upadł na trawę, a pałka lecąca tuż za nim chwilę później przywaliła mu w czoło. Miał wrażenie, że połowę sobie wymyślił, bo głowa bolała go tak mocno, że miał ochotę umrzeć, kiedy tak leżał i udawał, że śpi. Raz przylazł John i się wymądrzał, ale zrezygnował, kiedy Dan zachrapał ostentacyjnie, o mało nie ginąc w męczarniach, bo uczucie jakby piorun strzelił go w tył głowy o mało nie rozerwało mu czaszki. Może ją sobie złamał?
    Na widok Brendy o mało nie jęknął, bo wyglądał tak niewyjściowo, a ona tak ładnie wyglądała z rozwianym włosem i chyba było jej go trochę szkoda... Stop. Prawie chrumknął z oburzenia, że myśli jak jakiś frajer, ale od dłuższego czasu tak frajerzył na prawo i lewo, raz się z tego zwierzył Johnowi, ale on oczywiście zaczął się śmiać i powiedział, że w końcu jego brat się zakochał, bo już myślał, że agresją tłumaczy swój homoseksualizm. O mało nie skończył w kominku w pokoju wspólnym Gryffindoru, kręcąc się na rożnie. Już wolał powiedzieć na głoś, że ta Allister to pasztecior jakiś i tylko bułki z chlebem tu brakuje niż przyznać mu rację, bo oczywiście szczyl nie miał racji, pf, miłość jest dla biedaków i tego dziwnego gościa ze stocka co robi ludziki z liści.
    Odbiegam od tematu, walnij mnie słegiem Ulva.
    — Nie czuję się — odburknął z zamkniętymi oczami, bo wtedy nadal mógł sobie ćwokować i jednocześnie wyglądać na stan poważny. — Ale tego pałę-pałkarza dopadnę i dosięgnie go udo zagłady, wpierdol stulecia mu zafunduję.
    Nakręcał się powoli, bo jakim cudem ten cham jeszcze chodził sobie po zamku, he? Od razu trzeba było go trzasnąć Avadą, jak jeszcze taki znokautowany leciał w dół w slow motion.

    (◑‿◐) Danjel (◑‿◐)

    OdpowiedzUsuń
  11. [Ojeeeeej. W sumie nie przemyślałam faktu, że jest luty. Kurczę. No nie ważne, co nie zmienia faktu, że brat Mel nadal gubi się w zamku i jest sierotą życiową. A co do tego, czy jest śmierciożercą czy nie - po prostu Gryfoni, a przynajmniej znajomi Mel uważają, że musi być śmierciożercą, bo jest zła, blablabla. :)]

    Czy ta Allister musi, naprawdę musi być taka... wyrachowana? Nikt w Hogwarcie, poza grupką jej znajomych Ślizgonów, jej nie lubił. Najchętniej wrzuciłaby ją na pożarcie wielkiej kałamarnicy.
    - Mogłabyś odpuścić udawanie zblazowanej panienki, Allister. I nie wyżywaj się na dzieciakach, bo to nie ich wina, że wstałaś lewą nogą z łóżka.
    Patrząc na nią, widziała wielkiego, obślizgłego węża. W sumie nie wiedziała, po co do niej przyszła - i tak nic do niej nie trafi. Mogłaby rzucić na nią jakąś klątwę, ale wolała nie podpadać Snape'owi. Starała się, by nie było po niej widać zdenerwowania. Ale i tak mogła się założyć, że Ślizgonka wszystko widzi i śmieje się z niej.

    OdpowiedzUsuń
  12. Gdyby Alice wiedziała, co robi jej matka, pewnie byłaby dosyć skonsternowana. No bo jak to, matka w organizacji propagującej czarną magię? Nastolatka wiedziała, że Isabelle nie lubi mugoli, zawsze dawała jasno do zrozumienia, że uważa się za kogoś lepszego od szarej masy nowojorczyków, ale zarazem była bardzo bierna, praktycznie nie wychodziła z mieszkania.
    Niemniej jednak, nastolatka nie wiedziała. Żyła sobie w nieświadomości, w duchu czując żal, że została nie tylko przytargana do tego chorego, zacofanego kraju, ale i z pełną premedytacją porzucona. Zostawiono ją samą w tym obcym świecie. Teraz musiała jakoś przetrwać Hogwart. Chociaż ten rok. Potem znajdzie sposób, by wrócić do NY. I nawet matka jej nie powstrzyma.
    Była tak zamyślona, że praktycznie straciła kontakt z rzeczywistością. Gapiła się w obrazy, zastanawiając się nad jakimś ich bardziej sensownym rozmieszczeniem, potykając się o sznurówki swoich trampek. Pochyliła się na moment, żeby je zasznurować jak należy, po czym ruszyła dalej, nucąc jakąś mugolską piosenkę i od niechcenia poprawiając dłonią włosy, które były bardzo potargane i dzisiaj miały kolor fioletowy. Następnie poluzowała zapięcie szaty, tak, żeby było widać koszulkę z Myszką Miki.
    Nagle jednak usłyszała czyjś głos. Zatrzymała się i uniosła brwi, nieco zaskoczona. Jak dotąd w Hogwarcie nie miała wielu znajomych. Większość ludzi uważała ją za podłą zdrajczynię albo za amerykańską idiotkę. Nie spodziewała się więc nic miłego.
    Dziewczyna wyglądała znajomo. Po zielonych wstawkach na szacie wywnioskowała, że ma do czynienia ze Ślizgonką. Choć przed Hogwartem nigdy nie miała styczności z domami (w Salem ich nie było), tutaj okazało się, że wszyscy przykładają ogromną wagę do tego, kto był w jakim domu. Pozostawało jednak faktem, że Ślizgoni najczęściej ją gnębili. Często bywali dosyć nieprzyjemni, nie tylko wobec niej, ale i innych uczniów. I chyba nie lubili mugoli.
    - Chciałaś się ze mnie ponabijać? - spytała spokojnie, nie przestając lustrować dziewczyny wzrokiem. Musiała jednak zadzierać głowę do góry, gdyż była bardzo niska nawet jak na swój wiek.

    OdpowiedzUsuń
  13. - Ech. Po prostu przypomnij sobie, jak ty byłaś w pierwszej klasie. Po prostu.
    Mel pokręciła głową i już chciała się odwrócić, ale jeszcze przez chwilę mierzyła Allister wzrokiem. Każdy nowy w Hogwarcie to przeżywał - przerażenie, przytłoczenie ogromem zamku... Każdy gubił się i wpadał w znikające stopnie schodów. Ona nie była wyjątkiem. Po prostu trzeb przeżyć ten pierwszy rok, potem idzie jak z płatka. Czasami i ją denerwowały zgraje małych krasnoludków, które biegały od sali do sali i krzyczały na widok ducha. Ale nie krzyczała na nie, przeciwnie - starała się im pomóc. W sumie takie zachowanie zawdzięczała rodzeństwu. Może Allister po prostu go nie ma i nie miała gdzie wyrobić sobie takich gestów?
    Nie, nie będę tłumaczyła jej zachowania!, krzyknęła w duchu Mel.
    - To jest mój brat. Od kiedy dostał list do Hogwartu, przeżywał, że będzie tu świetnie. Że nie może się doczekać. A ty psujesz mu pierwszy rok. Przyszedł do mnie dzisiaj z płaczem, że chce wracać do domu, bo na niego nawrzeszczałaś za taką... no za taką głupotę!

    OdpowiedzUsuń
  14. Zdecydowanie gorsza była czapka, którą John sam sobie uszył w wieku ośmiu lat na zajęciach z tkactwa w mugolskiej szkole albo jego ulubiony mugolski outfit, od którego wszystkim krwawiły oczy, ale John lubił wyglądać jak mugol i chichotał znad swojej oczojebnej robótki. Któryś z nich musiał być adoptowany.
    Brenda nie wiedziała w co się pakowała. Daniel już przy pierwszym zdaniu zapomniał o bólu i usiadł wyprostowany, wytężając słuch, a oczy, w których narastał wkurw wlepiał w jej twarz.
    — P... powtórz to — wykrztusił, po czym wziął głęboki wdech i policzył do trzech. Gnojek za dużo sobie pozwalał, ale Dan cieszył się, że ma w szeregach tych szumowin takiego zaufanego mejta jak Allister. W ogóle nie wierzył, że chciałaby się z nim zadawać, a co dopiero kablować na kumpla z drużyny, ale był jej za to wdzięczny. Przynajmniej wiedział komu wpierdolić.
    Wszystkie pozytywne uczucia jednak zniknęły, kiedy wspomniała o Cyrylu. Wytrzeszczył ślepia, a potem wydał z siebie nieokreślony dźwięk, jakby przejeżdżał kredą po tablicy albo co. Ten kot był trochę jak świętość, jego poczynania były już legendarne, zwłaszcza moment, w którym o mało nie przerobił twarzy Alecto na mielonkę, a potem widowiskowo spierdolił po ścianie. Jak ten... Jak on... Oj, należał mu się wpierdol, Daniel był nawet gotowy zaryzykować Azkaban i utopić go w brodziku albo wsadzić mu łeb do paszczy Cyryla.
    — ZROBIĘ Z NIEGO TAKI CIOTENDORR, ŻE RODZONA MATKA GO NIE POZNA!!! — wrzasnął Daniel i w tym samym momencie cisnął lekarstwem w przeciwległą ścianę. Szkło z hukiem roztrzaskało się na niej, zostawiając po sobie malowniczy rozprysk. Twarz Higginsa przedstawiała majestatyczny wkurw, a bandaż na głowie przekrzywił mu się artystycznie, kiedy tak sobie dyszał, wyglądając jak neandertal z adehade.
    Już nawet nie przejmował się tym, że boli go tył głowy, czoło, a teraz także i skronie. Podniósł się z łóżka i ruszył przed siebie w piżamce w niedźwiadki, którą kupił mu niegdyś John na wypadek, gdyby jakakolwiek bójka miała wysłać jego brata na szpitalne łoże.
    Higgins nie zważał na konsekwencje, na pielęgniarę czy też w tym momencie Brendę. Chociaż trochę tak, bo chciał jej pokazać, że jest samcem alfa i dobrą inwestycją na przyszłość (he, jaki on mądry i żigolak wow). Chciał solówy. Rajt nał. Na gołe klaty. Albo koty.

    OdpowiedzUsuń
  15. - Nie, nie musisz przepraszać. Bo i tak twoje przeprosiny nie będą szczere - odpowiedziała i westchnęła. Nie miała już siły na tę rozmowę. - Więc... miłego dnia, Allister.
    Odwróciła się w nie czekając na reakcję Ślizgonki, zniknęła za rogiem. Udało jej się z nią porozmawiać i nie uderzyć jej głową w ścianę. Postęp.
    Może przynajmniej coś do niej dotrze? Cokolwiek. Bardzo na to liczyła. Może przynajmniej odczepi się od Johna i innych pierwszoklasistów.


    [Nie mam pomyyyysłu.]

    OdpowiedzUsuń
  16. [Jeej, ile poświęcenia ze strony Brendy! *zachwycona* Możemy w sumie to tak dalej pociągnąć. Allister nie jest chyba aż taka zła. :3]

    OdpowiedzUsuń
  17. [Pałowata xD To może tym razem ty zaczniesz? :3]

    OdpowiedzUsuń
  18. Gdyby Czarny Pan widział czapki, które dziergał John, najpewniej od razu, bez zbędnych pytań trzasnąłby go Avadą, a potem popłakałby się w kącie, po jego policzkach popłynęłyby krwawe łzy rozpaczy. Tak, tak by właśnie było, a przynajmniej tak lubił to sobie wyobrażać Daniel.
    Zignorował jej pierwszy krzyk. Parł do przodu, mając wyznaczony cel, a stopy odziane w papcie-smoki nie wydawały żadnych odgłosów przy zetknięciu z podłogą, a szkoda, bo wolałby siać postrach, stukając ciężkimi, wojskowymi buciorami, ale niestety nie pozwolili mu w nich leżeć.
    Dopiero kiedy wypowiedziała słowa tej okropnej groźby, zatrzymał się gwałtownie, a ból w potylicy powrócił ze zdwojoną siłą. O dziwo nie miał ochoty jej wtłuc, w sumie to miał ochotę zatańczyć z nią makarenę, bardzo romantyczny taniec, jednakże jak na razie stał jak wryty, z przekrzywionym bandażem, próbując znieść ten cios zadany w jego dumę.
    — No dobra — burknął. — Ale jak komuś o tym powiesz to... to powiem, że chcesz tego wsiurskiego jednorożca.
    Byli prawie kwita, bo jednak ten szalik był bardziej wsiurski niż jednorożec, ale musiał się jakoś zabezpieczyć przed wydaniem tej tajemnicy. Wrócił do łóżka i położył się w pozie umierające, z dłońmi splecionymi ze sobą na brzuchu. Jego matka zawsze się darła, żeby tak nie leżał, bo wygląda jakby był w trumnie, ale teraz o taki efekt mu chodziło.
    — Ale jakim bucem trzeba być, żeby przywalić mi, MI, Danielowi Higginsowi. Nie wiem co chcę mu zrobić, ale nie pozna siebie w lustrze — kontynuował wywód sprzed brawurowej próby pójścia na solówę. — Choć z drugiej strony dobrze, że to nie ty, bo bym cię chyba zabił, Brendzia, na serio, to taka jakby nielojalność, bo jak być mejtami, to wszędzie, nawet na boisku. Ale nigdy bym nie podejrzewał ciebie o takie rzeczy, musiałabyś naprawdę zjeść honor zamiast tej chemicznej czekolady z kuchni Hogwartu...
    Nawet nie zauważył jak zdrobnił jej imię, ale wciągnął się w swój monolog, to chyba ten ból głowy to robił.

    OdpowiedzUsuń
  19. Był poważny.
    Chociaż Brendzia pizgała złem i w ogóle była idealna, to jednak zabiłby ją bez skrupułów, bo złamała największe mejtowskie prawo: wpierdol mejty mogą sobie dać tylko wtedy, kiedy druga strona ma szansę oddać. Daniel nie miał nawet najmniejszej szansy tego cholernego tłuczka odbić w jej stronę i teraz zdychał. Sprawiedliwym byłoby więc ją zabić w ramach wyrównania rachunków, nawet jeśli potem zachwycałby się zwłokami, robiąc z siebie ćwoka-nekrofila.
    — Tak... — urwał w pół zdania, bo zza Brendzi wydobył się wrzaskojękodźwięk rozrywający bębenki, po czym do akcji wkroczyła piekielna pielęgniara, Mysys Pomfrey i najpierw wyrzuciła jego gościa z sali, a potem, nie zważając na jego krytyczny stan, wygłosiła litanię, że w tych czasach szczeniactwo niczego nie szanuje.
    A miał powiedzieć Allister coś ważnego! Co w dalszej części opowieści można o kant dupy potłuc, ale no spoilers.

    JEB.
    Kość pękła z głośnym trzaskiem, a właściciel biednego nosa złapał go mocno i upadł na podłogę, w stanie głębokiego szoku. Daniel chuchnął w dłoń zwiniętą w pięść i wyszczerzył zębiska w najupiorniejszym uśmiechu, jaki widział świat. Dopadł tego gnoja, przez którego siedział tydzień w Skrzydle Szpitalnym, bo rozbił swoje lekarstwo, więc pielęgniarka, wściekła jak osa, musiała warzyć nowe. Ślizgon wybełkotał coś, co brzmiało jak "popiefoliło cze stały", a na podłogę buchnęło trochę krwi, bo w tym samym momencie kichnął, co uwolniło z jego gardła nową falę jęków zarzynanej świni.
    — Mógłbym ci wpierdolić pałką, bo byłoby po równo, ale zatrzymam to na lepszą okazję, kmiocie — warknął i kopnął go jeszcze niby przypadkiem w piszczel, po czym oddalił się w idealnym momencie, by odbić się od klatki piersiowej Carrowa wychodzącego zza rogu. Cała satysfakcja zniknęła w momencie, kiedy śmierciożerca zobaczył zwijającego się z bólu pałkarza Ślizgonów i dosyć szybko połączył fakty.
    — Nie.
    — Ależ tak. — Najobrzydliwszy uśmiech świata wypłynął na usta zgreda i Higgins już wiedział, że zaraz spotka go coś gorszego niż wpierdol.
    Dopiero kilka godzin później, kiedy John przyciskał nowy wacik do rany na brwi Daniela, ten był w stanie odczuć, jak bardzo złe była kara, którą dostał za poturbowanie tego kolesia, którego ojciec był śmierciojadem. Bolały go nawet wnętrzności, oberwał Cruciatusem, a nawet dwoma i chciało mu się rzygać.
    — Nadal nie rozumiem czemu mu wtłukłeś. Ja wiem, że bujasz się w Brendzie, ale bez przesady — burknął w końcu John, ale w jego głosie Dan wyczuł również troskę, co zmniejszyło jego irytację na wspomnienie, że buja się w Allister. Doprawdy, wybujała wyobraźnia.
    — Co to ma do rzeczy?
    — No jak to co, to ona cię znokautowała na meczu!
    Higgins początkowo nie uwierzył, ale wiedział też, że jego brat nie potrafił kłamać, mimo to dłuższą chwilkę zajęło mu połączenie faktów. A jego gniew wzrósł dwukrotnie. Już pół biedy, że mu wtłukła, ale go okłamała! Kiedy John udał się po nową porcję wacików, bo dolna warga znowu pizgała fontanną krwi, Dan ulotnił się z pokoju wspólnego Ravenclawu i udał się do lochów w konkretnym celu.
    Teraz on miał zamiar pizgać złem i to nie z Brendą, ale w stosunku do niej. Nie był tak wściekły od czasów, kiedy w piątej klasie na miesiąc wywalili go z drużyny, bezpodstawnie zresztą, ale i tak się wkuropatwił.

    OdpowiedzUsuń
  20. Był wściekły. Jak jeszcze nigdy. Nie dość, że krwawiło mu serce rozpierdolone tłuczkiem, takim niewidzialnym (Danjul Coleho), to jeszcze krwawiła mu dolna warga, czuł krew na łapie, którą do niej przyciskał. Dostanie jakiegoś choróbska, zakazi sobie organizm i zginie, taki zdradzony przez Brendzię, nikomu nie można ufać! Ale tak poważnie, to czuł się zdradzony i rozbolał go aż od tego brzuch, a zazwyczaj, kiedy odczuwał coś podobnego, miał tylko ochotę wtłuc całej ludzkości i zeżreć osiemset czekoladowych żab albo pożalić się Johnowi, żeby potem mu grozić, że jak komuś powie, to mu wbije te jego druty w krtań.
    Czekał na nią w lochach, bo nie miał innego pomysłu, gdzie mogłaby być, poza tym nadal mocno bolała go głowa, dobił ją niechcący mocnym jeb na posadzkę, kiedy na dzień dobry oberwał Cruciatusem a potem lewitował chwilę pod sufitem, starając się powstrzymać rzyg rozpaczy.
    — Dobrze słyszałaś, Allister — warknął i przez chwilę miał wyrzuty sumienia, że jakaś ukryta groźba w tym siedzi, bo nigdy nawet w żartach taki dla niej nie był, co najwyżej mówił do niej "pało" albo "kmiocie", ale wiadomo, że do mejta tak się mówi. Ale nigdy nie był taki oschły, co przychodziło mu z niebywałą łatwością przez urazę jaką do niej żywił i jaka powiększała się z każdą chwilą.
    Ale kurde, nawet w ciemnościach wyglądała tak badassowo, chociaż ewidentnie się go bała, co podsycało jego złość, bo nie dawało mu nadziei, że to wszystko nieprawda.
    — To jakaś gra, czy co? Wykorzystałaś to, że ja bym ci tego nie zrobił, czy tak jakoś wyszło? — powiedział w końcu, podchodząc bliżej, żeby jego twarzy też nie było widać, bo wyglądał jak zakrwawiony luzer wystawiony do wiatru. — Pewnie się z koleżką ze mnie nabijałaś, póki nie dostał wpierdolu stulecia. W sumie zasłużył tak czy siak i ty też zasłużyłaś, chociaż teraz nie chce mi się nawet na ciebie patrzeć, a co dopiero cię tknąć.
    Miał ochotę cofnąć swoje słowa, co musiało być widoczne po grymasie na jego twarzy, cieszył się, że jest ciemno. Mimo wszystko chciał, żeby wszystko było po staremu, ale w kilka sekund przestał jej ufać, a jego samoocena z wysokiej góry wpadła pod ziemię i zakopała się w piachu, błagając o litość.
    Bo czasem w sumie miał nadzieję, że Brendzia też myśli, że jest fajny. Najwyraźniej wolała kogoś innego i to dobiło go jeszcze bardziej. Nie lubił mieć uczuć, były pałowate, jak on teraz.

    OdpowiedzUsuń
  21. Dla Daniela nie było nic gorszego niż zdrada najlepszego mejta. Nie wybaczyłby tego Johnowi, a co dopiero Brendzi, która... w której pokładał takie nadzieje, która była taka perfekcyjna, jednocześnie fajna i lubiąca mordobicie i flaki, toż to ideał! I znokautowała go z zimną krwią, a potem kłamała mu w żywe oczy w tym Skrzydle Szpitalnym! Drama llama.
    — Nie drzyj się, nie wszyscy muszą słuchać twojego gubienia się w zeznaniach — odburknął, przyciskając sobie w końcu rękaw do twarzy, bo niestety w skórę krew nie chciała wsiąkać, a chyba miał już krwotok.
    — Już nie chodzi o to, że w ogóle mnie okłamałaś, ale że w ogóle nie zamierzałaś się przyznać! Co, teraz uznam, że tak po prostu wyszło a potem dosypiesz mi trucizny do żarcia i będziesz patrzyła jak zdycham w męczarniach?
    No dobra, przesadzał, ale tak się czuł. Jakby to tylko było początkiem i wykorzystywała jego naiwność, by go zniszczyć, jak typowa Ślizgonka. Ale gdzieś w głębi wierzył, że nie jest typowa. Że jest Brendzią, o której włosach kontemplował na zajęciach z Historii Magii, kiedy nawijała je sobie na różdżkę i próbowała z niej wyplątać, przezywając kosmyki od kmiotów i ciotendorrów. Albo bodziohuffów. Albo coxondorrów. Whatever. Wyglądała uroczo, ale obserwował ją dosyć nieświadomie, póki policzek nie zaczął mu zjeżdżać po pięści, na której go opierał.
    Luzer, luzer.
    — Może i jestem kretynem, ale co mam sądzić, co? Boli mnie głowa, oberwałem dwoma Cruciatusami, wisiałem z piętnaście minut pod sufitem, patrząc jak Carrow rechocze, a potem dostałem w mordę jego sygnetem, mam teraz cię uściskać i powiedzieć "to nic, Brendzia, loffki"? Chciałbym, ale zachowałaś się jak cham!
    Miał ochotę dać sobie w ryj. Prawie się przyznał jej, że się w niej buja, zanim jeszcze przyznał się do tego przed samym sobą, chociaż i tak to brzmiało okropnie pałowato, nie potrafił być groźny i rozgoryczony, gadał jak frajerzyna i twórca liściowych ludzików, powinien skoczyć z dywanu na posadzkę i złamać sobie głowę.
    I przestać wcierać krew w koszulkę, bo musiał wyglądać jeszcze gorzej niż się czuł, jeszcze Brenda go obrzyga.

    OdpowiedzUsuń
  22. [Cześć. Powiązanie nie musi być błyskotliwe, właściwie to w ogóle nie musi go być. To co, zaczynasz? ;D]

    ~ Gilbert Wordsworth

    OdpowiedzUsuń
  23. [DUŻA aktywność na blogu zawsze spoko. :D]

    Tillie

    OdpowiedzUsuń
  24. [Też jestem tego zdania. ;> Wątek musi być, to jasne, ale wiesz ─ późno już. Nie wymyślę nic poza tym, że początkowo mogą się nie lubić, a potem się docierać. :D]

    T.

    OdpowiedzUsuń
  25. [Skowronek, nie umiem czytać. ;(]

    OdpowiedzUsuń
  26. [Skowronek był zamiast czegoś w rodzaju "o, kurczę!", bo to głupio brzmi. Pierwsze mi na myśl przyszło. Przeklinać bez powodu nie chciałem. ;D]

    OdpowiedzUsuń
  27. [Skowronek? Kaśka?! ;o

    Robim wątek, robim. ;> Pomysły jakieś?]

    OdpowiedzUsuń
  28. [Nie znam żadnej Kaśki zwanej skowronkiem, to był tylko taki wygłup, więc i tak byś mnie nie wkręciła. ;D

    Quidditch... Brenda ma jakieś zawodowe aspiracje związane z tym sportem? A jak u niej z nauką?]

    OdpowiedzUsuń

Archiwum bloga